Cytat kolejny

Jesteśmy tacy jak nasze mity, a nasze mity to jest Hollywood. Tam się ogniskują wszystkie choroby psychiczne świata, te wszystkie przesady złego i dobrego. Dobrego też, bo po planie filmowym chodza różni święci, dziwni, nawiedzenie ludzie. Często mam poczucie, że praca w filmie, wśród ludzi, bliska normalnemu życiu społecznemu, wielu artystom daje możliwość zastępczego wyładowania się.

Nieraz miałem do czynienia z reżyserami psychopatami, którzy byli niebywale przejmujący, inteligentni i mówili w sposób tak natchniony, że nie daj Boże, gdyby któryś pojawił się na politycznej trybunie. Mam poczucie, że świat filmu jest wentylem, dobrym odgromnikiem dla potencjalnych Hitlerów i Mussolinich.

Rozmowa Katarzyny Bielas ze Sławomirem Idziakiem, Niesformatowani

Cytat

Ludzie mają potrzebę mówienia, mnożenia słów, ale dzieje się zbyt mało, żeby było o czym opowiadać. Ta książka uwieczniła atmosferę niesamowitej stagnacji zdarzeniowej małego miasta.

W małym mieście - takim jak to, z którego jestem - jest aż psychodeliczne, jak bardzo potrafi się nic nie dziać. I jak ludzie pożytkują swoją inteligencję, żeby do rangi legendy czy zdarzeń urastały rzeczy, które się do tego w ogóle nie nadają. Zarzucano “Wojnie” przerost formy nad treścią. Ale afabularność tej książki była wynikiem dość trafnego, jak teraz myślę, przeczucia, że ten brak zdarzeń jest czymś do opowiedzenia.

Walka o mięso trwa. Sobolewski rozmawia z Masłowską

Moje czytanie

No nie wiem. Pisać, że jest sie zawiedzionym mediami, to jak mówić, że nie podoba mi się kolor nieba. Po prostu coś w tym stwierdzeniu nie gra.

Ale ja czuję jakiś dyskomfort. Już nie chodzi o to, że tylko zło, katastrofy, afery - tak jest, pogodziłem się z tym, akceptuję. Ale mam kolejny problem - bo nie umiem już niczego ciekawego dowiadywać się o człowieku. Z coraz większym trudnem przychodzi mi znajdowanie interesujących, inspirujących historii. Ba, w ogóle z trudem przychodzi mi znajdowanie historii.

To wszystko jakieś poszatkowane, skrócone, rozwodnione. Zrelacjonowana chwila i to wszystko. Ta chwila + ktoś (znany) + efekt. Rozumiem, że rolą dzienników jest informować. Ale jakoś tygodniki “nie teges” też. Bo tam sama polityka, życiorysy polityczne, polityczne decyzje, które wpływają na cały świat.

A ja po prostu chciałbym przeczytać ciekawą historię. Historię kogoś, czegoś. Historię, w której autor / narrator zatrzymuje się na dłużej niż chwilę, zastanawia. W której opisuję z empatią, zaciekawieniem, zafrapowaniem, oburzeniem. Historię, w której są ludzie z krwi i kości, która pozwala poczuć.

No po prostu mam tak, że fascynuje mnie człowiek. A człowieka moim zdaniem coraz mniej w opisywanym przez media świecie. Chyba że faktycznie rzeczywistość zmienia się tak, że już człowiek nie ma znaczenia, albo ma tylko tyle znaczenia, ile wynika z jego prawa do głosowania (głosowania krzyżykiem na karcie lub wydatkiem w sklepie).

Z fascynacją szukam newsów, których nikt nie rozwija. Ktoś przyszedł do IPNu i tam umarł. 5 linijek tekstu gdzieś w bocznej szpalcie, to całe znaczenie tej historii w gazecie. Chciałbym, aby ktoś kiedyś zatrzmał się dłużej nad tym wydarzeniem, spróbował dowiedzieć się kim był ten człowiek, jak żył. Być może przyniósł tam całe swoje cierpnienie, żal - ktoś kiedyś go skrzywidził - i chciał poznać prawdę. A może miał inne zamiary? Nie wiem. Ale to jest dla mnie “historia”.

Lubię, gdy czytanie wywołuje we mnie niepokój, ożywia. Lubię, gdy mowa o ludziach z krwi i kości. Lubię czuć, gdy czytam. I po prostu coraz trudniej mi takie czytanie znaleźć.

Małe mądrości

Zbigniew Religa, z tego wywiadu:

(…)

- Mogę umrzeć w każdej chwili i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Nie ma mnie teraz na moich ukochanych Wyspach Zielonego Przylądka, bo rozmawiamy tu, w Warszawie. Nie ma mnie też nad Bugiem. I gdybym umarł, po prostu nie byłoby mnie tutaj, w tym miejscu. Poza tym nic nie zmieniłoby się na świecie.

Irena Kwiatowska, “Wybieram się na księżyc”, GW, 14-15.III:

(…)

A jeśli w teraźniejszości nic się nie dzieje? Jeśli “życie staje się wyschłą równiną bez zdarzeń”?

- Mam tu w Skolimowie swoje okno, za nim zawsze coś się dzieje.  Podejdźmy. O, widzi pan, jest kot pod krzakiem. Raczej gruby, coś tam sobie zajada. Dziś w środku nocy otwieram oczy, a tu - nie uwierzy pan - piękny księżyc! Zmienia się tak szybko, codziennie jest inny. Chętnie poleciałabym na Księżyc. Jak nie mogę spać, to myślę o takiej podróży.

Co czuje prawie 80-letni człowiek? Co wypełnia jego codzienność? Choć blisko rodziny - to jednak samotnie. Dwa koty, gotowanie obiadu, wyglądanie przez okno, lektura Wprost. Raz w tygodniu zakupy - samodzielnie, z uśmiechem walcząc ze swoimi słabościami. Ale ciągle dla wszystkich - pogoda ducha, mądre rady, ciekawe historie z przeszłości, proste słowa, które tak wiele mówią. I zawsze dużo ciepła.

Podziwiam. Czerpię inspirację. Uśmiecham się w środku i na zewnątrz - bo dla mnie takie spotkanie to za każdym razem coś niecodziennego.

Żałuję, że z pokolenia rodziców moich rodziców tyle osób już odeszło - czuję, że dopiero teraz że chcę, jestem gotowy i umiem słuchać tego, co mają mi do powiedzenia.

****************

Czas działa na ich niekorzyść. Rosną zaległości, których nigdy nie nadrobią. One straciły na samym starcie, bo rodzice/otoczenie/geny/itp., a teraz dystans do czołówki już tylko się powiększa. Jasne, niektórym się uda, ale będzie to tylko wyjątek potwierdzający regułę. To nie ich wina - ale to one poniosą konsekwencję. Dzieciaki.

Podróżniczo

Teraz już tu, w innych okolicznościach, w innym świecie, innym miejscu, innym stanie, kilka miesięcy po wyjeździe, natrafiam w GW na dwa artykuły (1, 2) opowiadające o rzeczywistości, do której na chwilę wszedłem. Nieokreślone, dziwne uczucie… Wiedza, którą mam - to, co zobaczyłem, usłyszałem, wystarcza mi teraz, aby zatrzymać się chwilę nad tymi tekstami, przenieść w przeszłość, poczuć coś więcej niż zainteresowanie.

To fascynujące, jak podróże zmieniają odbieranie rzeczywistości. Ileż więcej emocji - ciekawości, zadumy, nadziei czułbym czytając zwykłą gazetę, gdyby moje doświadczenia podróżnicze były bogatsze. Ludzie, którzy są teraz tylko przedstawicielami nacji, mają skośne oczy/czarną skórę/kręcone włosy/ itp, stają się kimś, komu się kibicuje, komu można współczuć - po prostu kimś trochę ważniejszym.

Ciekawy wywiad

Przeczytałem właśnie bardzo ciekawy wywiad - Katarzyna Bielas rozmawia z Wojciechem Albińskim.

Bezpośredniość w mówieniu o sobie, pokora wobec rzeczywistości, z którą się styka, dystans do własnych (nie)możliwości poznawczych. Ucieczka od mitologizowania, ubarwiania przeszłości. Prostota wyrażania - emocji, sądów, obserwacji. I kilka cytatów:

(…)

Jeden mam tylko wniosek na temat ludzi - nie wyciągać wniosków. Rzeczywistość można tylko obserwować, konstatować fakty. Wnioski po pewnym czasie zawsze okazują się uproszczone, fałszywe.

(…)

Mógłbym stworzyć jakąś teorię, opowiadać o głębokim przeżyciu duchowym na pustyni, jak bardzo mnie ono wzbogaciło. Tak naprawdę siedziałem godzinami na krzesełku przy namiocie, bo tam był kawałek cienia.
(…)

Wszystkich ludzi można sprowadzić do wspólnych zachowań, pomaga w tym choćby biznes, każdy człowiek w ten sam sposób odbiera telefon, pisze na komputerze, ale jeżeli przyjdzie do spraw wierzeń, tradycji, kultury, nawiązywania kontaktu z przodkami, to już jest inna sprawa.

(…)

Patrzę, jak się zmieniają narody - kto by się spodziewał, że Niemcy zabiorą się do tego, co zrobili, a potem znów są mili. To jest też ten gentleman. Mamy jakieś koncepcje, ale one się nie sprawdzają. Trzeba by większego komputera, żeby to ogarnąć. Jak obetnie się to i tamto, na pewno da się coś wypośrodkować, powiedzieć np., że człowiek to brzmi dumnie. Ale czy ja muszę dojść do konkluzji na temat człowieka?

(…)

Chciałbym, żeby było tak pięknie, jak pisał na temat Innego, ale moja wizja, doświadczenia się z tym nie zgadzają. Kapuściński uważał, że jak do Innego przychodzi się z życzliwością, on odpowiada tym samym. Bywa tak. Na ogół jednak człowiek na widok obcego myśli - o co chodzi, czego on ode mnie chce, co chce mi zabrać, z której strony napaść?

(…)

Wtedy to, co przeżyłem, uznałbym za rzecz wyjątkową, jedyną na świecie, bo zwykle tak myślimy o tym, co nam się przydarza. Ja tylko opisuję to, co zapamiętałem. I myślę: był sobie taki punkt na świecie - ja tam byłem - dobrze usytuowany do obserwacji zjawisk. Nawet nie mogę dodać: “Które się nie powtórzą”, oczywiście, że się powtórzą w różnych miejscach świata. To jednak nie umniejsza ich znaczenia dla ludzi, którzy tam żyli, i dla tych, co zginęli, i dla mnie. Dawniej myślałbym: Jezus, Maria, co za niesprawiedliwość, my tacy szlachetni, za co nas to spotkało. Po latach fakty spadły na swoje miejsce.

Kto pierwszy, ten lepszy!

Puk, puk….Puk, puk, puk.

Bam, bam, bam!

Któż to, do diabła, o tej porze!? Otwieram, a tu jeden z tematów. Wchodzi energicznym krokiem do środka, siada na krześle i zaczyna się we mnie wpatrywać. “Więc jestem, zrób coś”. A więc robię…

Nie podróżuję dużo po Polsce. Ba, można powiedzieć, że nie podróżuję wcale. Kilkanaście wypadów w trakcie ostatniego roku kwalifikuje mnie raczej do kategorii weekendowego wyskakiwacza. Nic to!

Bo i tak jest fajnie. Wioski, miasteczka, polne drogi, zazielenione pola i wiecznie zielone lasy.

To, co mnie w tych miejscach fascynuje, to ich wyjątkowa unikalność. Niemożliwością jest natrafienie na taki sam dom, takie samo obejście. Te pęknięcia, zmurszałe dachówki, zabrudzone okna. Ganki, płoty, studnie. Liczone już w wiekach “doświadczenia” przygniatają je do ziemi, “pomagają” tracić pion. Chciałbym otworzyć drzwi i do każdego zaglądnąć, a potem usiąść przy stole i porozmawiać z mieszkańcami - o codzienności, o rytmie natury, porażkach, sukcesach, marzeniach i rozczarowaniach…

Kapliczki, cmentarze, brukowane drogi. Zgarbieni ludzie popychają wózki z niemowlakami. Nie wiadomo już kto tu nadaje rytm, czy to człowiek pogania historię, czy może jest inaczej. Czuję jakąś dziwną więź z takimi miejscami, mam wrażenie, że to jest właśnie naturalność, prawdziwość, siła. Siadam, zamyślam się…

..ale nie - nie chciałbym tam jeszcze mieszkać :)

Odkurzam

Momenty. Myśli, które złapałem i przypiąłem szpilką do cyfrowej tablicy - by im się bliżej przyjrzeć (kiedy???). Wystarczyło na chwilę zostawić je samym sobie - i uschły, utraciły swój klimat, siłę i moje zainteresowanie.

Czasami niektóre z nich ożywają, nabierają kolorów i energii - i przez chwilę na nowo galopują, ciągnąc mnie ze sobą. Nie wiem od czego to zależy, co powoduje ten magiczny nawrót, dlaczego potem emocje ponownie opadają.

Wyciągam je więc wszystkie z kilkumiesięcznego niebytu - nieobrobione, nierozwinięte. Jeśli kiedyś zatrzymam się nad nimi na dłużej - pewnie będzie im miło. Na teraz powinno starczyć im to blogowe pastwisko..

- marka jako drogowskaz, przewodnik, pomoc w wyborze, odnalezieniu się w świecie, którzy przytłacza nadmiarem

- mówimy, ze ekonomia, pieniądz odgrywają za duża rolę (tybet). ale to i tak oznacza, że wszystko sprowadza się do człowieka, bo ekonomia powstała z tego, co w człowieku - było, jest i będzie

- w naszym życiu dzieją się różne rzeczy - opisujemy, interpretujemy je po swojemu - czasami magicznie, czasami zupełnie przyziemnie; “bo tak miało być”, “bo to winni są oni”. Każdy ma swój powód

- zmieniam się - czy indyjski zachwyt jest jeszcze do uzyskania dla mnie? Czy to była określona konfiguracja mnie w czasie i przestrzeni?

- idę chodnikiem i zastanawiam się czym jest cisza, jakie okoliczności można tak okreslić. Jak to było kiedyś, kiedy było cicho naprawdę? Teraz, aby poczuć ciszę, trzeba się nieźle namęczyć

- coraz więcej trzeba, żeby przyciągnąć uwagę ludzi. Nudzić się (gdy nic się nie dzieje) pozornie jest teraz bardzo łatwo;

- moja rodzina, jej przeszłość. Zaczynam czuć wartość tego, co działo się dawno temu, z moimi rodzicami, ciociami, dziadkami, pradziadkami. To mnie ubogaca, pozwala poczuć coś wyjątkowego - i rozwinąć się w tym. To  wpływa na mnie - a może wpływać jeszcze bardziej, mogę z tego czerpać. Jak to zrobić?

-  wioski, zabudowania, urok, każdy sobie gospodarzy, ludzie starzy, doświadczenie, od nich czerpać wiedzę. Domy, rozsypują się, osiadają, nie wytrwały próby czasu, wejść do nich. Klimat, kolor, własny styl, własny rytm, unikalność, czuję więź, naturalność, prawdziwe życie.

- cmentarze, świadkowie lokalnej historii, trudno do niej dotrzeć; polne drogi bez samochodów

- co jest gorsze (dla kogo?) - papierowe ręczniki czy suszenie gorącym powietrzem? To nie jest takie oczywiste

- mała miejscowość, bogata historia

- jestem w pokoju hotelowym - co się tam działo wcześniej? Kto tu był, co robił?

- spalding - skórzana piłka do kosza, stare marzenie teraz spełnione. Jakie mam inne marzenia? Jak się zmieniają?

- czy zastanawiacie się jacy będziecie za jakiś czas?

- tupac mimo upływu lat - nadal kręci

- celebrowanie rocznic zmarłych zaczyna mieć dla mnie znaczenie znaczenie, inaczej niż kiedyś

Niemczańskie klimaty - zdjęcia

Reszta fotek

Older Posts »